piątek

Moi przodkowie

Dzisiaj chciałam napisać trochę o mojej drugiej - może nawet trzeciej czy czwartej pasji. Chodzi o genealogię, którą zaraziłam się w zasadzie od.... nikogo parę lat temu. Oczywiście jak ze wszystkimi moimi pasjami jest okres wielkiej euforii i czas stabilizacji. Tak jest z moja biżuterią tak dzieje się z moimi przodkami, okres euforii przechodzę obecnie w obcowaniu z farbkami i serwetkami.
Ale wracając....nie wiem od czego się zaczęło. Jakoś tak samo chyba przyszło, pewnie po jakiejś rozmowie w rodzinie. Że niby jakaś pra prababcia była Niemką i.... była z zamożnej rodziny itp. Ileż takich historii słyszy się w rodzinach. Ja jeszcze tego nie potwierdziłam, bo okazuje się że była jednak jakaś tajemnica i w każdej plotce jest trochę prawdy,  mam nadzieje ze jestem blisko jej odkrycia.
Moja wiedza na temat przodków była... taka żadna - czyli taka jaką ma większość osób: wiem kim byli pradziadkowie, którzy zmarli i dziadkowie, którzy żyją. O przeszłości z nimi nie rozmawiałam bo nie było potrzeby. Wtedy przypadkiem  trafiłam na stronę moikrewni.pl -dziś już nie istniejącą. Tam zaczęłam z pamięci budować swoje drzewo- wyszło mało imponujące. Byli moi Rodzice, dziadkowie i pradziadkowie- brakowało dat, miejsc.
Przez przypadek zaglądnęłam na jakieś forum genealogiczne - tam dowiedziałam się ze można szukać w Archiwach Państwowych, Urzędach Stanu Cywilnego. Minęło oczywiście trochę czasu zanim się zdobyłam na wysłanie maila do AP w Krakowie z prośbą o akt urodzenia mojej prababci i pradziadka. Kiedy dostałam odpowiedź z załącznikami w postaci kopii aktów urodzenia w tym z 1892 roku w języku rosyjskim miałam wypieki na twarzy. Wtedy nie wiedziałam co tam jest napisane. Ale przyszli z pomocą forumowicze, szczególnie Jotce - i wszystko stało się jasne. Potem  przy kolejnych aktach po rosyjsku  zaczynałam radzić sobie sama.


Szukanie wcale nie okazało się proste.
Ale okazało się ciekawe i dające satysfakcję. To ciężka praca przy okazji zabierająca mnóstwo czasu, pochłaniająca na maxa.
Dwie najważniejsze gałęzie mojego drzewa okazały się wielkimi zagadkami, z którymi borykam się do dziś i nie widać końca . Być może przyjdzie kiedyś taki dzień, że znów ruszę z miejsca... i to właśnie nie pozawala mi tego zarzucić.
Dziś  mam dane dotyczące 7 pokoleń wstecz znam imiona i nazwiska prapradziadków mojego pradziadka - dla mnie to fascynujące. ktoś może zapytać: ale po co grzebać w przeszłości i komu to potrzebne?
Odpowiem tak: kiedy byłam młodsza nie zastanawiałam się nad tym skąd jestem i skąd przyszłam i dokąd idę. Teraz w tych podróżach sentymentalnych wsłuchując się w opowiadania moich dziadków zastanawiam się nad przeszłością, której nie znałam z teraźniejszości. I tylko czasem, na szczęście, dopada mnie melancholia, że o mnie też zapomną moi prapraprawnukowie, pewnie nie będą wiedzieli kim byłam. Być może moje poszukiwania kiedyś im się przydadzą i ktoś po mnie będzie to kontynuował. Dlatego też u mnie w domu znajdziecie ramki  oprawione starymi koronkami z podobiznami  przodków, którzy pewnie nie myśleli, ktoś ich po latach odnajdzie :) Na zdjęciu poniżej moja prababcia ( po prawej) ze swoimi siostrami ok 1918 roku

Dalej czytajcie na moim genealogicznym blogu tutaj

3 komentarze:

  1. Dziękuję serdecznie za komentarzyk i pozdrawiam milunio.papa

    OdpowiedzUsuń
  2. O temat w sam raz dla mnie! Jestem historykiem archiwistą i tu wstyd się przyznać, ale z braku czasu jeszcze nie zabrałam się za poszukiwania. Ale wiem, że kiedyś to zrobię!
    Wiedzę gdzie i jak szukać mam, chęci też wielkie, tylko czasu jakos mało... Tym bardziej zazdroszczę i podziwiam Twoje odkrycia...
    Prawda, że to pasjonujące takie odkrywanie przeszłości? Ludzi, miejsc...
    Pozdrawiam bardzo serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Alu ! To jest niesamowite połączenie pracy historyka z detektywem im dalej brniesz tym bardziej fascynujące. Kiedy znajdujesz swoich praprzodków żyjących np. 200 lat temu :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę i pozdrawiam